Powoli dobijam do 2000 kilometrów na biegowym liczniku i w związku z tym postanowiłam się nieco uzewnętrznić jeśli o sprawy okołobiegowe idzie.
2000 dla wytrawnych biegaczy to pewnie niewiele, ale dla mnie leśnej biegaczki - tupaczki to całkiem niezły wynik. Gdy zaczynałam swoją przygodę z bieganiem kilkanaście miesięcy temu metodą Gallowaya (właściwie to więcej było marszu niż biegu), nie przypuszczałam, że będę truchtać tak wytrwale. Jeżeli chcesz zacząć biegać, to polecam właśnie metodę Gallowaya - spokojne i rozważne wprowadzenie w świat biegania. Naszymi wrażeniami z początków biegania i stosowania tej metody podzieliliśmy się w cyklu "Nasze początki biegowe" - jeśli masz chwilę zajrzyj, może znajdziesz tam coś ciekawego dla siebie! Te wybiegane kilometry pozwoliły mi poznać siebie lepiej – w tym sensie, że wiem iż jestem w stanie powoli i wytrwale dążyć do celu.
Wyklarowały się też moje biegowe preferencje – zamiast wybijania stopami kolejnych kilometrów po asfalcie, zdecydowanie wolę biegi po lasach, łąkach, piaszczystych ścieżkach, omijanie wystających korzeni, trzask suchych gałązek pod stopami, śpiew ptaków – jednym słowem z biegiem natury. Zapisałam się na swój pierwszy w życiu półmaraton, którego trasa prowadzi w 80% przez polne i leśne ścieżki. Wiem, że będzie do dla mnie wyzwanie, ale podjęłam rękawicę i startuję we wrześniu.
2000 dla wytrawnych biegaczy to pewnie niewiele, ale dla mnie leśnej biegaczki - tupaczki to całkiem niezły wynik. Gdy zaczynałam swoją przygodę z bieganiem kilkanaście miesięcy temu metodą Gallowaya (właściwie to więcej było marszu niż biegu), nie przypuszczałam, że będę truchtać tak wytrwale. Jeżeli chcesz zacząć biegać, to polecam właśnie metodę Gallowaya - spokojne i rozważne wprowadzenie w świat biegania. Naszymi wrażeniami z początków biegania i stosowania tej metody podzieliliśmy się w cyklu "Nasze początki biegowe" - jeśli masz chwilę zajrzyj, może znajdziesz tam coś ciekawego dla siebie! Te wybiegane kilometry pozwoliły mi poznać siebie lepiej – w tym sensie, że wiem iż jestem w stanie powoli i wytrwale dążyć do celu.
![]() |
| Bieganie metodą Gallowaya - od tego zaczynaliśmy |
Jako że zrobiło się ostatnio trochę zimowo, postanowiłem skrobnąć dwa słowa o bieganiu w gorszych warunkach pogodowych i co się z tym wiąże, po trudniejszej nawierzchni. Rzecz będzie głównie o butach, kolcach i skarpetach. Pasjonujące...
Jeżeli chodzi o nas, czyli o Matyldę i mnie, to podchodzimy do tej sprawy nieco inaczej. Matylda w przypadku dużego śniegu, oblodzenia, mocnego deszczu, czy wiatru raczej odpuszcza, chociaż w tym roku dzielnie biegała pod wiatr, a i na kolcach zdarzyło się jej wybiec. Ja staram się biegać zawsze. Nieważne deszcz, śnieg, wiatr, mokro, sucho, czy ślisko. Wiem, że to nie do końca mądre postępowanie, ale, no cóż na to poradzę, że jestem uparty jak osioł? Pewnie kiedyś zaliczę solidną wywrotkę i będę tego srodze żałował. Ale - jak na razie - jakoś idzie, a raczej, biegnie. I oby tak dalej.
Największe ryzyko i trochę ryzykanctwo, to bieganie - tak jak ostatnimi dniami - po oblodzonych chodnikach. Kolców nie założysz, bo kolce są na śnieg. Po jednorazowym użyciu kolców na chodniku powleczonym cieniutką warstewką zamarzniętej wody, można będzie je wyrzucić. Nie spotkałem się jeszcze z podeszwami, które nie ślizgałyby się na takiej powierzchni, dodatkowo jakichś grubych setek na specjalistyczne buty nie mamy ochoty wydawać. To zdecydowanie nie ten poziom sportowy ;)
A taki oblodzony chodniczek wygląda bardzo niewinnie. Ot, super czysty i błyszczący. Na chodnikach asfaltowych to przynajmniej jeszcze można się domyślać, że są oblodzone, ponieważ bardzo się "świecą". Na chodnikach z kostki brukowej nie widać niczego. Co więcej, kostka sprawia wrażenie porowatej i zapewniającej dobre oparcie dla stóp... a tu tymczasem zonk! Połowa energii włożonej w bieganie idzie w pracę stabilizującą, utrzymywanie równowagi i zapobieganie uślizgom.
Plusy z biegania w takich warunkach? Wydaje mi się, że dobre przepracowanie wszystkich mięśni stabilizatorów, wzmocnienie więzadeł i ścięgien, lepsze trzymanie równowagi i balansu, lepsze wyczucie kroku i całego ciała.
Bieganie po śliskiej nawierzchni wymusza przecież nieco odmienny od standardowego krok, inną jego długość, delikatniejsze odbicie. Może ta gra jest warta świeczki ;) Biegam zatem zimą z nadzieją, że gdy śniegi i lody zejdą, a droga stanie się sucha i wygodna, to wtedy pomknę, by wiatr stepowy przed siebie, zmęczenia ni utrudzenia nie czując... Gdyby nie to, że wtedy będzie upał, a serce nie będzie mogło przepompować zgęstniałej krwi i i tak będzie się biegło cholernie ciężko ;)
Tak, czy owak nawet i w takich warunkach da się biegać. Trzeba bardziej uważać i raczej nie biegać wtedy jakichś bardzo ostrych interwałów z dynamicznymi przyspieszeniami i ostrym wyhamowaniem. Biegać się co prawda udaje, ale czy warto? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Ja staram się biegać. Odpuszczam w przypadku naprawdę jakichś ekstremalnych warunków. Każdy ma jakieś granice i dla każdego są one w innym miejscu.
W czym biegamy zimą, w sensie: kiedy jest mokro, śnieżnie czy lodowo? Jak na razie, w tym samym, co i latem. Nieśmiertelne buty Adidas Duramo, ponieważ takie aktualnie posiadamy. Matylda ma wersję dość uniwersalną. Nadającą się dość dobrze na leśne dróżki i zimowe klimaty, lecz sprawdzającą się także przy amatorskim bieganiu po asfalcie. Ja mam model trochę mniej terenowy, dodatkowo, dość mocno przytarłem już podeszwę i pewnie niedługo trzeba będzie pomyśleć o wymianie. Ogólnie są to dość wolne buty o solidnej podeszwie. Na początek biegania w sam raz.
W przypadku jakichś nagłych opadów kopnego śniegu mamy w odwodzie nakładki z kolcami na buty. Zwykłe, najtańsze nakładki, kupione na wszelki wypadek ubiegłej zimy. W tym roku użyliśmy ich po raz pierwszy, cały jeden raz. Za to sprawdziły się znakomicie. Idealna sprawa do biegania po śniegu. Może być to nawet świeży, nieubity i sięgający kostki śnieg. Kolce sprawdzają się znakomicie. Jest ciężko (bo to w końcu śnieg), lecz stabilnie. O samych nakładkach zapomniałem po kilkudziesięciu metrach i po prostu biegłem. Matyldzie pomysł z kolcami też przypadł do gustu.
Specjalne skarpety? Tutaj także nie mamy się czym pochwalić. Nie posiadamy takowych. Biegamy - może to wstyd się przyznać - w zwykłych skarpetach o bliżej nieznanym mi składzie. Czy podczas biegania zimą lub w deszczu jest mokro w butach? Owszem, jest. Czy jest zimno? Nie. Przynajmniej dopóki nie przestaniesz biec ;)
Szczerze powiem, że rozpoczynając przygodę z bieganiem, bardzo obawiałem się, jak będzie można biegać w deszczu, że o śniegu nie wspomnę. Że pewno buty będą przemoczone, że będzie zimno, że będziemy non stop chorować. Nic z tych rzeczy. Buty są przemoczone, to prawda, skarpety czasem też. Zimno nie jest - jak napisałem - przynajmniej do momentu, w którym biegniesz, a przecież biegając regularnie, mniej więcej każdy wie, jak obliczyć sobie trasę, aby nie zakończyć zabawy 5 km od domu... Po biegu gazety w buty i do następnego razu. Nic złego bucikom się nie dzieje.
Jak sami się przekonaliśmy, do amatorskiego biegania w gorszych warunkach pogodowych (przynajmniej w okolicach domu, lub jakiegoś miejsca, do którego w każdej chwili można wrócić), nie potrzeba wiele i nie wiadomo jakiego sprzętu. Wystarczą całoroczne buty, może jakieś nakładki (kolce czy sprężynki czy jeszcze jakieś inne), dobra bielizna, ciuchy ciepłochronne, solidna kurtka przeciwwiatrowa, coś na głowę i można biegać!
Byłbym zapomniał, jeżeli ktoś biega poza terenem zabudowanym, to powinien posiadać także kamizelkę odblaskową, a dla własnego bezpieczeństwa i wygody nie zaszkodzi mieć jakiejś lampki czołowej. Na zdjęciu kamizelka, którą posiadam. Lekka, z ażurowej dzianiny, z kieszonką na zamek z przodu. Trzy odblaski z przodu i jeden pas z tyłu. Świetny produkt polskiej firmy z Bełchatowa. Kamizelkę kupiła mi Matylda w miejscowym sklepie a artykułami BHP, odzieżą roboczą itp, za co bardzo jestem Jej wdzięczny:)
W ogóle - odblasków nigdy dość. Kierowcom będzie łatwiej nas zobaczyć, a i my ze swojej strony nie będziemy naszym bieganiem stwarzali niepotrzebnego zagrożenia.
| Bieganie po śniegu |
Jeżeli chodzi o nas, czyli o Matyldę i mnie, to podchodzimy do tej sprawy nieco inaczej. Matylda w przypadku dużego śniegu, oblodzenia, mocnego deszczu, czy wiatru raczej odpuszcza, chociaż w tym roku dzielnie biegała pod wiatr, a i na kolcach zdarzyło się jej wybiec. Ja staram się biegać zawsze. Nieważne deszcz, śnieg, wiatr, mokro, sucho, czy ślisko. Wiem, że to nie do końca mądre postępowanie, ale, no cóż na to poradzę, że jestem uparty jak osioł? Pewnie kiedyś zaliczę solidną wywrotkę i będę tego srodze żałował. Ale - jak na razie - jakoś idzie, a raczej, biegnie. I oby tak dalej.
![]() |
| Bieganie po lodzie?! |
Największe ryzyko i trochę ryzykanctwo, to bieganie - tak jak ostatnimi dniami - po oblodzonych chodnikach. Kolców nie założysz, bo kolce są na śnieg. Po jednorazowym użyciu kolców na chodniku powleczonym cieniutką warstewką zamarzniętej wody, można będzie je wyrzucić. Nie spotkałem się jeszcze z podeszwami, które nie ślizgałyby się na takiej powierzchni, dodatkowo jakichś grubych setek na specjalistyczne buty nie mamy ochoty wydawać. To zdecydowanie nie ten poziom sportowy ;)
![]() |
| Buty Matyldy z nakładkami antypoślizgowymi |
A taki oblodzony chodniczek wygląda bardzo niewinnie. Ot, super czysty i błyszczący. Na chodnikach asfaltowych to przynajmniej jeszcze można się domyślać, że są oblodzone, ponieważ bardzo się "świecą". Na chodnikach z kostki brukowej nie widać niczego. Co więcej, kostka sprawia wrażenie porowatej i zapewniającej dobre oparcie dla stóp... a tu tymczasem zonk! Połowa energii włożonej w bieganie idzie w pracę stabilizującą, utrzymywanie równowagi i zapobieganie uślizgom.
Plusy z biegania w takich warunkach? Wydaje mi się, że dobre przepracowanie wszystkich mięśni stabilizatorów, wzmocnienie więzadeł i ścięgien, lepsze trzymanie równowagi i balansu, lepsze wyczucie kroku i całego ciała.
Bieganie po śliskiej nawierzchni wymusza przecież nieco odmienny od standardowego krok, inną jego długość, delikatniejsze odbicie. Może ta gra jest warta świeczki ;) Biegam zatem zimą z nadzieją, że gdy śniegi i lody zejdą, a droga stanie się sucha i wygodna, to wtedy pomknę, by wiatr stepowy przed siebie, zmęczenia ni utrudzenia nie czując... Gdyby nie to, że wtedy będzie upał, a serce nie będzie mogło przepompować zgęstniałej krwi i i tak będzie się biegło cholernie ciężko ;)
![]() |
| Nasze nakładki antypoślizgowe |
Tak, czy owak nawet i w takich warunkach da się biegać. Trzeba bardziej uważać i raczej nie biegać wtedy jakichś bardzo ostrych interwałów z dynamicznymi przyspieszeniami i ostrym wyhamowaniem. Biegać się co prawda udaje, ale czy warto? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Ja staram się biegać. Odpuszczam w przypadku naprawdę jakichś ekstremalnych warunków. Każdy ma jakieś granice i dla każdego są one w innym miejscu.
| Trochę zimowy krajobraz |
W czym biegamy zimą, w sensie: kiedy jest mokro, śnieżnie czy lodowo? Jak na razie, w tym samym, co i latem. Nieśmiertelne buty Adidas Duramo, ponieważ takie aktualnie posiadamy. Matylda ma wersję dość uniwersalną. Nadającą się dość dobrze na leśne dróżki i zimowe klimaty, lecz sprawdzającą się także przy amatorskim bieganiu po asfalcie. Ja mam model trochę mniej terenowy, dodatkowo, dość mocno przytarłem już podeszwę i pewnie niedługo trzeba będzie pomyśleć o wymianie. Ogólnie są to dość wolne buty o solidnej podeszwie. Na początek biegania w sam raz.
![]() |
| Nasze nakładki antypoślizgowe |
W przypadku jakichś nagłych opadów kopnego śniegu mamy w odwodzie nakładki z kolcami na buty. Zwykłe, najtańsze nakładki, kupione na wszelki wypadek ubiegłej zimy. W tym roku użyliśmy ich po raz pierwszy, cały jeden raz. Za to sprawdziły się znakomicie. Idealna sprawa do biegania po śniegu. Może być to nawet świeży, nieubity i sięgający kostki śnieg. Kolce sprawdzają się znakomicie. Jest ciężko (bo to w końcu śnieg), lecz stabilnie. O samych nakładkach zapomniałem po kilkudziesięciu metrach i po prostu biegłem. Matyldzie pomysł z kolcami też przypadł do gustu.
| Adidas Duramo - zdjęcie z jesieni, aktualnie wyglądają trochę gorzej |
Specjalne skarpety? Tutaj także nie mamy się czym pochwalić. Nie posiadamy takowych. Biegamy - może to wstyd się przyznać - w zwykłych skarpetach o bliżej nieznanym mi składzie. Czy podczas biegania zimą lub w deszczu jest mokro w butach? Owszem, jest. Czy jest zimno? Nie. Przynajmniej dopóki nie przestaniesz biec ;)
Szczerze powiem, że rozpoczynając przygodę z bieganiem, bardzo obawiałem się, jak będzie można biegać w deszczu, że o śniegu nie wspomnę. Że pewno buty będą przemoczone, że będzie zimno, że będziemy non stop chorować. Nic z tych rzeczy. Buty są przemoczone, to prawda, skarpety czasem też. Zimno nie jest - jak napisałem - przynajmniej do momentu, w którym biegniesz, a przecież biegając regularnie, mniej więcej każdy wie, jak obliczyć sobie trasę, aby nie zakończyć zabawy 5 km od domu... Po biegu gazety w buty i do następnego razu. Nic złego bucikom się nie dzieje.
Jak sami się przekonaliśmy, do amatorskiego biegania w gorszych warunkach pogodowych (przynajmniej w okolicach domu, lub jakiegoś miejsca, do którego w każdej chwili można wrócić), nie potrzeba wiele i nie wiadomo jakiego sprzętu. Wystarczą całoroczne buty, może jakieś nakładki (kolce czy sprężynki czy jeszcze jakieś inne), dobra bielizna, ciuchy ciepłochronne, solidna kurtka przeciwwiatrowa, coś na głowę i można biegać!
![]() |
| Bardzo wygodna kamizelka odblaskowa do biegania |
Byłbym zapomniał, jeżeli ktoś biega poza terenem zabudowanym, to powinien posiadać także kamizelkę odblaskową, a dla własnego bezpieczeństwa i wygody nie zaszkodzi mieć jakiejś lampki czołowej. Na zdjęciu kamizelka, którą posiadam. Lekka, z ażurowej dzianiny, z kieszonką na zamek z przodu. Trzy odblaski z przodu i jeden pas z tyłu. Świetny produkt polskiej firmy z Bełchatowa. Kamizelkę kupiła mi Matylda w miejscowym sklepie a artykułami BHP, odzieżą roboczą itp, za co bardzo jestem Jej wdzięczny:)
![]() |
| Paski z odblaskami na rękę i tułów oraz prosta czołówka Energizer (mogą świecić dwie lub trzy diody - innych bajerów brak) |
Jest ciężej, wychodzić się nie chce, lecz w nagrodę za to wszystko jest wiele satysfakcji z tego, że jednak się wybraliśmy! Udanego zatem biegania w gorszych warunkach pogodowo-drogowych!
Jako że biegamy praktycznie niezależnie od pogody, postanowiliśmy kupić jakieś w miarę przyzwoite kurtki do tego celu przeznaczone. W zeszłym roku udało się przebiegać w grubszych bluzach posiłkując się zwykłymi taniutkimi "wiatrówkami", lecz wtedy zarówno dystanse, jak i tempo było zupełnie inne, niż obecnie. Ubiegłej zimy nasze zabawy biegowe z reguły nie trwały dłużej niż 40 minut.
Obecnie przeważnie biegamy około godziny. Stąd więc potrzeba posiadania jakiegoś odpowiedniego na tę okazję przyodziewku.
Wrażenia z użytkowania naszych kurtek piszę po kilkunastu użyciach i praniach. Kurtki kupiliśmy wcześniej, lecz co to byłyby za wrażenia bez przetestowania produktu?
Od jakiegoś już czasu część akcesoriów sportowych kupujemy w sklepie tchibo.pl (tak, tak - to ci od kawy). Sklep internetowy Tchibo organizuje różne sezonowe akcje produktowe, typu: produkty do biegania na jesień, świąteczne akcesoria, ubiór na narty itp. Produkty opisywane są jako "wykonano dla Tchibo", a jedyna nazwa jaką można na nich znaleźć to "Active", czyli zupełnie nic znaczącego.
W tym sklepie kupiliśmy już kilka różnych ciuszków związanych z bieganiem, czy jazdą na rowerze oraz odzież przeciwdeszczową. Dlaczego tam kupujemy? Bo oferowane tam produkty są dobre. Naprawdę. Przykładowo: ubiegłoroczne ciepłochronne spodnie do biegania, używane kilka razy w tygodniu, nieraz przemoczone na deszczu i często prane, do dzisiaj wyglądają na niemal nieużywane. Żadnych przetarć, mechacenia, pęknięć itp. Podobnie jest z innymi rzeczami, które kupiliśmy w tymże sklepie.
Zakupione przez nas kurtki (wersja damska i męska) producent opisuje jako:
Jeżeli chodzi o wygląd to rzecz gustu. Kurtka damska jest taliowana i raczej bliżej ciała. Męska - zupełnie luźna, dłuższa niż damska (mi zupełnie zakrywa pośladki, ale ja jestem niski) i o prostym kroju. Obie wersje posiadają elementy odblaskowe na plecach, przy zamkach i na rękawach, co dodatkowo zwiększa bezpieczeństwo, gdy biegamy po ciemku oraz powoduje, że - o ile się orientuję - spełniamy wymogi posiadania elementów odblaskowych, jeżeli poruszamy się po drodze poza terenem zabudowanym. Swoją drogą, ja i tak używam dodatkowych pasów lub kamizelki odblaskowej, ale lepiej błyskać jak choinka, niż ukazać się nagle kierowcy przed maską, niby ninja.
Obecnie przeważnie biegamy około godziny. Stąd więc potrzeba posiadania jakiegoś odpowiedniego na tę okazję przyodziewku.
Wrażenia z użytkowania naszych kurtek piszę po kilkunastu użyciach i praniach. Kurtki kupiliśmy wcześniej, lecz co to byłyby za wrażenia bez przetestowania produktu?
Jaka to firma?
Nie wiem, z jakiej firmy są zakupione przez nas kurtki. Tym razem jednak (w odróżnieniu od bardzo dobrych koszulek Brubecka) nie są to na pewno rzeczy polskiej produkcji.Od jakiegoś już czasu część akcesoriów sportowych kupujemy w sklepie tchibo.pl (tak, tak - to ci od kawy). Sklep internetowy Tchibo organizuje różne sezonowe akcje produktowe, typu: produkty do biegania na jesień, świąteczne akcesoria, ubiór na narty itp. Produkty opisywane są jako "wykonano dla Tchibo", a jedyna nazwa jaką można na nich znaleźć to "Active", czyli zupełnie nic znaczącego.
![]() |
| Wnętrze kurtki wykończone siateczką z dzianiny |
W tym sklepie kupiliśmy już kilka różnych ciuszków związanych z bieganiem, czy jazdą na rowerze oraz odzież przeciwdeszczową. Dlaczego tam kupujemy? Bo oferowane tam produkty są dobre. Naprawdę. Przykładowo: ubiegłoroczne ciepłochronne spodnie do biegania, używane kilka razy w tygodniu, nieraz przemoczone na deszczu i często prane, do dzisiaj wyglądają na niemal nieużywane. Żadnych przetarć, mechacenia, pęknięć itp. Podobnie jest z innymi rzeczami, które kupiliśmy w tymże sklepie.
Kurtka do biegania - testy polowe
"Całkowicie wiatroszczelna – zapobiega wychłodzeniu się organizmu. Odporna na wodę i zabrudzenie dzięki przyjaznej dla środowiska impregnacji ecorepel®. Oddychająca i odprowadzająca wilgoć z powierzchni ciała. Elastyczne wstawki na plecach, na łokciach i pod pachami zapewniają optymalną swobodę ruchów i optymalne dopasowanie. Podszewka z dzianiny dziurkowanej zapewnia przyjemne środowisko dla ciała."
Czy rzeczywiście wszystko w tym opisie jest prawdą? To zależy, czyli jak zwykle, kij ma dwa końce.
Ogólne wrażenia
Kurtki są lekkie i przyjemne w dotyku. Od wewnątrz wykończone dziurkowaną dzianiną. Zamki i obszycia wykonane dość starannie. Zamek pod brodą zabezpieczony dodatkową wstawką z materiału, aby uniknąć ocierania, czy innych mało przyjemnych wrażeń dotykowych.
Dodatkowo rękawy posiadają regulację na rzepy oraz wszyte "rękawice" na kciuk chroniące połowę dłoni i trochę palce. Bardzo lubię ten wynalazek. Mam podobne rozwiązanie w jesiennej bluzie do biegania i jest to bardzo praktyczne, gdy nie jest jeszcze na tyle zimno, by zakładać rękawiczki, a już nie na tyle ciepło, by dłonie nie marzły.
![]() |
| Wnętrze kurtki wykończone siateczką z dzianiny |
![]() |
| Zabezpieczenie zamka pod brodą i element odblaskowy |
Dodatkowo rękawy posiadają regulację na rzepy oraz wszyte "rękawice" na kciuk chroniące połowę dłoni i trochę palce. Bardzo lubię ten wynalazek. Mam podobne rozwiązanie w jesiennej bluzie do biegania i jest to bardzo praktyczne, gdy nie jest jeszcze na tyle zimno, by zakładać rękawiczki, a już nie na tyle ciepło, by dłonie nie marzły.
Męska wersja posiada kieszonkę, tunel i zabezpieczony gumą otwór na przeciągnięcie słuchawek od telefonu, czy sprzętu grającego, jeśli ktoś używa. Wersja damska posiada kieszonkę, lecz kabel należy "wypuścić" po prostu przez zamek. Nie ma tej dodatkowej ogumowanej dziury na kabel.
![]() |
| Wyprowadzenie kabla sprzętu grającego |
Jeżeli chodzi o wygląd to rzecz gustu. Kurtka damska jest taliowana i raczej bliżej ciała. Męska - zupełnie luźna, dłuższa niż damska (mi zupełnie zakrywa pośladki, ale ja jestem niski) i o prostym kroju. Obie wersje posiadają elementy odblaskowe na plecach, przy zamkach i na rękawach, co dodatkowo zwiększa bezpieczeństwo, gdy biegamy po ciemku oraz powoduje, że - o ile się orientuję - spełniamy wymogi posiadania elementów odblaskowych, jeżeli poruszamy się po drodze poza terenem zabudowanym. Swoją drogą, ja i tak używam dodatkowych pasów lub kamizelki odblaskowej, ale lepiej błyskać jak choinka, niż ukazać się nagle kierowcy przed maską, niby ninja.
![]() |
| Święcący niby choinka ninja - wieczorny koszmar kierowców ;) |
Odprowadzanie potu
W moim przypadku ciężko chyba znaleźć jakąkolwiek odzież, która pozostałaby sucha przez cały czas, kiedy biegnę. Zresztą, na siłowni, czy rowerze jest podobnie: jeżeli się zmęczę, to jestem spocony - nie ma możliwości, by było inaczej. Tak więc, dla mnie bardziej liczy się fakt, czy taka kurtka do biegania na jesienno-zimowe dni, mimo tego, że się w niej spocę, będzie w stanie odpowiednio szybko ten pot odparować, tak by nie stworzyć efektu "mokrej szmaty" na plecach.
Jak wypada tutaj produkt Tchibo? W pięciostopniowej skali ocen dałbym czwórkę. Nie jest źle, lecz chciałbym, aby było trochę lepiej. Chodzi mi zwłaszcza o elementy na rękawach wykonane z jakiegoś materiału, który być może przepuszcza powietrze, lecz raczej kiepsko schnie. Efekt jest taki, że o ile w miarę cała powierzchnia kurtki jest akceptowalnie sucha, o tyle te nieszczęsne wstawki są po prostu wilgotne. Trochę nieprzyjemne wrażenie. Przy okazji dodam, że damska wersja nie ma tych wstawek w rękawach. Nie było jeszcze okazji biegać w bardzo niskich temperaturach (rzędu -10, czy -15). Przy bodajże -4 kurtka całkiem dobrze chroniła mnie przed chłodem, a i z odprowadzaniem potu większych problemów nie było. Naturalnie - trzeba się ruszać. Na pewno nie polecam długich postojów i podziwiania przyrody. Wtedy może zrobić się chłodno.
Jeżeli idzie o wersję damską. Jest inaczej uszyta. Nie posiada tych nieszczęśliwych wstawek na rękawach. Matylda chyba jeszcze tak naprawdę nie dotarła do "granic możliwości" tej kurtki. Przy bieganiu około godziny lub trochę ponad z tempem w granicach od 05-06min/km kurtka sprawdza się idealnie. Jest praktycznie sucha i "nadąża" z odparowywaniem potu.
Na marginesie. W ubiegłym roku czasem biegaliśmy w takich zwykłych wiatrówkach. Zwykłych, w sensie: nie były to kurtki do uprawiania sportu, lecz raczej do codziennego użytku. Powiem tyle: nie ma porównania. Mimo tego, że biegaliśmy wolno i krótko, to i tak te zwykłe wiatrówki powodowały efekt sauny. W ogóle nie odprowadzały wilgoci. Coś jakby założyć na siebie wór foliowy: niby nie przemoknie, ale i tak będziemy mokrzy. Jedyny plus był taki, że chociaż w miarę chroniły przed wiatrem.
![]() |
| Leon: super kurtka i mocny wiatr z prawej ;) |
Odporność na deszcz i wiatr
Raz zdarzyło mi się biec ponad godzinę w dość mocnym deszczu. Było chłodno, wietrznie i bardzo nieprzyjemnie. Nie będę narzekał, po ponad godzinie biegu kurtka nadal zapewniała całkiem dobrą ochronę przed wiatrem i zacinającym deszczem. Pewnie, że nie była w 100% sucha, lecz myślę, że na czas biegu stanowiła dobre zabezpieczenie, pomijając te nieszczęsne wstawki w rękawach. Po zdjęciu kurtki w tych miejscach (to są okolice łokci i przedramion) miałem niemal mokre plamy na włożonej pod spód koszulce termoaktywnej. Jak napisałem - w tym dniu wiał także całkiem spory wiatr - i tutaj kurtka spisała się całkiem przyzwoicie, czytaj: nie przewiewało mnie. Podobnie, jak wyżej - ocena na cztery.
Pranie
Po kilku praniach nic złego się nie stało. Pierzemy zgodnie z zaleceniami na etykietach. Kurtki nie straciły - na razie przynajmniej - swoich właściwości. Nadal są odporne na deszcz i zabezpieczają przed wiatrem. Kolory także w porządku, żadnych przebarwień, odbarwień itp atrakcji nie stwierdzono.
Podsumowanie
Uważamy, że jesienno-zimowe kurtki do biegania, które kupiliśmy w sklepie tchibo.pl całkiem dobrze spełniają swoją przeciwdeszczowo-wiatrową rolę. Pewnie, że nie są idealne, lecz i nie kosztowały też jakichś niebotycznych pieniędzy. Przy sensownym dopasowaniu ubioru pod spodem (koszulka termoaktywna, czy ciepłochronna itp) zapewniają całkiem przyzwoitą ochronę przed wiatrem i deszczem oraz dość sprawnie radzą sobie z odparowywaniem potu. Dla ludzi, którzy - tak jak ja - bardzo intensywnie pocą się podczas wysiłku, nie ma raczej rozwiązania idealnego i chyba trzeba pogodzić się z tym, że idealnie sucho nie będzie i nie nastawiać się na to, że czegoś tam nie zapocimy, lecz raczej zwracać uwagę na fakt, czy ta rzecz dostatecznie szybko będzie w stanie ten nasz pot odprowadzić, zapewniając nam tym samym ochronę przed chłodem oraz zdrowie i radość z uprawianej aktywności.
Jako że jesteśmy ludźmi dość aktywnie uprawiającymi różne sporty (bieganie, rower, siłownia) to od czasu do czasu musimy kupić jakąś odzież sportową tudzież buty do biegania.
Wszyscy zapewne dobrze znają takie firmy jak: Under Armour, Adidas, Asics, Rogelli i inne. My też je znamy i jesteśmy przekonani, że produkują odzież sportową dobrej jakości. Mają natomiast jedną "wadę" - nie są to firmy polskie. Nie znajdują się w Polsce. Nie dają zatrudnienia polskim pracownikom. Czy to jest ważne? Myślę, że trochę tak.
Można, mówiąc o patriotyzmie, kojarzyć go li tylko z powstaniami, odczytami "ku czci", wojnami, zamachami i innymi wydarzeniami z naszej historii. Można wiecznie i bez końca wspominać, palić znicze i składać wiązanki. Można i trzeba, bo to ważne. Naszym jednak zdaniem na tym patriotyzm się nie kończy, ba, wydaje się nam, że taki patriotyzm niczego nie wnosi, nie buduje, jest jakiś taki mało pozytywny.
No bo spójrzmy na tych smutnych ludzi stojących w rocznicę jakiegoś wydarzenia pod pomnikiem. Oficjel duka z kartki jakąś nadętą przemowę, reszta towarzystwa, mniej lub bardziej znudzona, rozgląda się we wszystkie strony, uczniowie i nauczyciele są zadowoleni z tego, że dzięki patriotycznej manifestacji uniknęli lekcji... Wszyscy wystrojeni w ubranka szyte w Indiach, Bangladeszu, Chinach, Pakistanie czy Turcji... Ot, patriotyzm jak się patrzy!
Zapyta ktoś: - A w co niby mają być wystrojeni? Takie czasy. Odzież produkowana w dalekich krajach jest o wiele tańsza i niejednokrotnie lepsza, od tej produkowanej w Polsce... Jest kryzys. Każdy oszczędza. - Zgadzam się z tym w stu procentach. My też oszczędzamy i bardzo dobrze zdajemy sobie sprawę z faktu, że często niemożliwym jest zakup produktu polskiego, bo albo po prostu go nie ma (nie orientuję się np. czy jakaś polska firma produkuje buty do biegania), albo różnica cenowa pomiędzy polskim, a zagranicznym jest na tyle duża, że zakup jest zupełnie nieopłacalny.
Matylda na ten przykład kupiła "amerykańskiego" Kindla, ponieważ jakoś czytniki oferowane przez polskie firmy jej nie odpowiadały. Głównie chodziło chyba o ekran. Nie wiem zresztą, czy jakaś polska firma produkuje w Polsce czytniki, czy są to składane np. w Chinach i brandowane w Polsce produkty.
Poza tym mamy np. buty do biegania firmy Adidas i spodenki rowerowe Rogelli. Nie sposób zaopatrywać się tylko w rzeczy i sprzęty polskiej produkcji. Czasem istnieją jednak produkty produkowane w Polsce, przez polską firmę, zdolne z powodzeniem zastąpić te znanych i uznanych marek światowych. I tutaj dochodzimy do sedna tego wpisu, a jest nim:
Trochę pod wpływem Matyldy, a trochę z potrzeby spróbowania czegoś nowego, postanowiłem pewnego razu kupić jakąś ciepłochronną koszulkę do biegania. Przeglądając różne modele trafiłem na ciekawie wyglądający produkt nieznanej mi firmy Brubeck. Jako, że jestem człowiekiem ciekawskim, postanowiłem poszukać o tej firmie jakichś informacji. Bardzo szybko dowiedziałem się, że Filati Brubeck to polska firma ze Zduńskiej Woli, której marką handlową jest Brubeck - body guard.
Ponieważ cena i wygląd były zachęcające, na zimę nabyłem ciepłochronną koszulkę z długim rękawem. Koszulka sprawdziła się w 100%. Utrzymuje ciepło, szybko schnie, odprowadza pot. Doskonale przylega do ciała i, jak na razie przynajmniej, bardzo dobrze znosi częste pranie.
Jedyne ślady zużycia zauważyłem na samym dole, tam gdzie dolna część materiału jest podwinięta i podszyta. Poza tym po każdym praniu koszulka "wraca" do swojego pierwotnego kształtu i po założeniu jest jak "druga skóra". Używam jej na rower i do biegania i jestem bardzo zadowolony.
Po zeszłorocznych doświadczeniach ze słońcem na rowerze, kiedy ręce do rękawków koszulki miałem opalone na brąz, a powyżej białe, jak młynarz, umyśliłem sobie, że tym razem na lato kupię na rower koszulkę z długim rękawem (A co, mam w nosie opalanie!). Najlepiej cieniutką białą potówkę. Wtedy problemy ze słońcem będę miał z głowy. Dodatkowo Matylda też zamiarowała nabyć jakąś lekką koszulkę do biegania na lato.
Zaczęły się poszukiwania. Najpierw szukałem koszulek rowerowych Brubeck, ale jakoś nic mi nie odpowiadało. Wreszcie, kiedy miałem już odpuścić, znalazłem białą potówkę do biegania tejże firmy. Idealnie białą z długimi rękawami! Akceptowalna cena, chociaż dość nietypowy splot materiału. Coś z wyglądu i dotyku przypominającego bandaż lub gazę, płaskie szwy. Po ubraniu dopasowuje się do ciała.
Może trochę dziwnie wygląda. Nie wiem, jak to opisać. Jest taka gruba w sensie jakby trójwymiarowa i po ubraniu się w nią człowiek wygląda trochę, jakby owinął się bandażem... Przy tym jest cieniutka, wręcz prześwitująca.
Matylda miała prościej. Prawie od razu znalazła piękną malinową koszulkę z krótkim rękawkiem. Podobnie, jak w moim przypadku: przyzwoita cena i dobra jakość oraz niebanalny wygląd. Zresztą zobaczcie sami:
Czy zakup wyprodukowanej w Polsce koszulki sportowej ma coś wspólnego z patriotyzmem? Według mnie tak. Bo i po co kupować coś z jakiejś znanej zagranicznej firmy szyjącej, powiedzmy w Bangladeszu, skoro można znaleźć znakomity odpowiednik wykonany w Polsce, przez polską firmę?
Nie każdy musi się ze mną zgadzać odnośnie jakości produktów Brubeck-a. Może i jestem mało wymagającym klientem, może i nie miałem okazji ćwiczyć w odzieży np. UA, ale jak na moje potrzeby koszulki firmy ze Zduńskiej Woli są wystarczające. Nie zawiodłem się na jednej, kupiłem więc drugą, chociaż trochę tańsza była koszulka Rogelli (a spodenki rowerowe Rogelli mamy już od ładnych paru lat i jak na razie są niezniszczalne). Na korzyść Brubeck-a przemawiał fakt, że to produkt "made in Poland".
Wiem, że wyszedł z tego trochę pean na cześć Brubeck-a, ale ja nie mam nic wspólnego z tą firmą. Uważam po prostu, że warto napisać prawdę o czymś, co jest polskie i dobre. Gdyby odzież Brubeck-a była kiepska, napisałbym że jest kiepska i nie warto tego kupować. W przeciwnym razie uważam, że trzeba się tym chwalić i pokazywać. No, chyba że ktoś koniecznie musi mieć "łyżwę" na klacie... ale na to nie ma lekarstwa.
I to jest patriotyzm po mojemu. Prosty wybór mojego kraju dokonywany nie słowami, wiązankami i obchodami rocznic, lecz - w miarę możliwości - portfelem.
Koszulka sportowa a patriotyzm
Można, mówiąc o patriotyzmie, kojarzyć go li tylko z powstaniami, odczytami "ku czci", wojnami, zamachami i innymi wydarzeniami z naszej historii. Można wiecznie i bez końca wspominać, palić znicze i składać wiązanki. Można i trzeba, bo to ważne. Naszym jednak zdaniem na tym patriotyzm się nie kończy, ba, wydaje się nam, że taki patriotyzm niczego nie wnosi, nie buduje, jest jakiś taki mało pozytywny.
No bo spójrzmy na tych smutnych ludzi stojących w rocznicę jakiegoś wydarzenia pod pomnikiem. Oficjel duka z kartki jakąś nadętą przemowę, reszta towarzystwa, mniej lub bardziej znudzona, rozgląda się we wszystkie strony, uczniowie i nauczyciele są zadowoleni z tego, że dzięki patriotycznej manifestacji uniknęli lekcji... Wszyscy wystrojeni w ubranka szyte w Indiach, Bangladeszu, Chinach, Pakistanie czy Turcji... Ot, patriotyzm jak się patrzy!
Zapyta ktoś: - A w co niby mają być wystrojeni? Takie czasy. Odzież produkowana w dalekich krajach jest o wiele tańsza i niejednokrotnie lepsza, od tej produkowanej w Polsce... Jest kryzys. Każdy oszczędza. - Zgadzam się z tym w stu procentach. My też oszczędzamy i bardzo dobrze zdajemy sobie sprawę z faktu, że często niemożliwym jest zakup produktu polskiego, bo albo po prostu go nie ma (nie orientuję się np. czy jakaś polska firma produkuje buty do biegania), albo różnica cenowa pomiędzy polskim, a zagranicznym jest na tyle duża, że zakup jest zupełnie nieopłacalny.
Matylda na ten przykład kupiła "amerykańskiego" Kindla, ponieważ jakoś czytniki oferowane przez polskie firmy jej nie odpowiadały. Głównie chodziło chyba o ekran. Nie wiem zresztą, czy jakaś polska firma produkuje w Polsce czytniki, czy są to składane np. w Chinach i brandowane w Polsce produkty.
Poza tym mamy np. buty do biegania firmy Adidas i spodenki rowerowe Rogelli. Nie sposób zaopatrywać się tylko w rzeczy i sprzęty polskiej produkcji. Czasem istnieją jednak produkty produkowane w Polsce, przez polską firmę, zdolne z powodzeniem zastąpić te znanych i uznanych marek światowych. I tutaj dochodzimy do sedna tego wpisu, a jest nim:
Koszulka sportowa Brubeck
Ponieważ cena i wygląd były zachęcające, na zimę nabyłem ciepłochronną koszulkę z długim rękawem. Koszulka sprawdziła się w 100%. Utrzymuje ciepło, szybko schnie, odprowadza pot. Doskonale przylega do ciała i, jak na razie przynajmniej, bardzo dobrze znosi częste pranie.
Jedyne ślady zużycia zauważyłem na samym dole, tam gdzie dolna część materiału jest podwinięta i podszyta. Poza tym po każdym praniu koszulka "wraca" do swojego pierwotnego kształtu i po założeniu jest jak "druga skóra". Używam jej na rower i do biegania i jestem bardzo zadowolony.
Po zeszłorocznych doświadczeniach ze słońcem na rowerze, kiedy ręce do rękawków koszulki miałem opalone na brąz, a powyżej białe, jak młynarz, umyśliłem sobie, że tym razem na lato kupię na rower koszulkę z długim rękawem (A co, mam w nosie opalanie!). Najlepiej cieniutką białą potówkę. Wtedy problemy ze słońcem będę miał z głowy. Dodatkowo Matylda też zamiarowała nabyć jakąś lekką koszulkę do biegania na lato.
Zaczęły się poszukiwania. Najpierw szukałem koszulek rowerowych Brubeck, ale jakoś nic mi nie odpowiadało. Wreszcie, kiedy miałem już odpuścić, znalazłem białą potówkę do biegania tejże firmy. Idealnie białą z długimi rękawami! Akceptowalna cena, chociaż dość nietypowy splot materiału. Coś z wyglądu i dotyku przypominającego bandaż lub gazę, płaskie szwy. Po ubraniu dopasowuje się do ciała.
Może trochę dziwnie wygląda. Nie wiem, jak to opisać. Jest taka gruba w sensie jakby trójwymiarowa i po ubraniu się w nią człowiek wygląda trochę, jakby owinął się bandażem... Przy tym jest cieniutka, wręcz prześwitująca.
Dopisek pierwszy - po pierwszym użyciu: koszulka sportowa - biała z długim rękawem - potówka. Założyłem ją na swój pierwszy sprawdzian na 10km. Dobra rzecz. Po pewnym czasie zapomniałem, że w ogóle mam koszulkę. Żadnych otarć, niczego przeszkadzającego. Dobre odprowadzanie potu, chociaż oczywiście w niektórych miejscach koszulka była spocona, ale tego w 100% nie da się chyba uniknąć. Ogólne wrażenia jak najbardziej pozytywne.
Dopisek drugi - po wielu użyciach: koszulka daje radę. Co prawda z płaskiego szwu na jednym rękawie bez przerwy wychodzą nitki, lecz poza tym koszulka bardzo dobra, choć dość delikatna. Trzeba uważać w pobliżu zapięć na rzepy, ponieważ bardzo łatwo się "przylepia" i ciężko ją odkleić (rękawiczki rowerowe, torby i sakwy z zapięciami na rzepy). Piorę ręcznie w jakims płynie do prania, w letniej wodzie. Szybko schnie, nie straciła kształtu i właściwości. Polecam.
Matylda miała prościej. Prawie od razu znalazła piękną malinową koszulkę z krótkim rękawkiem. Podobnie, jak w moim przypadku: przyzwoita cena i dobra jakość oraz niebanalny wygląd. Zresztą zobaczcie sami:
Polska koszulka sportowa, czy to patriotyzm?
Nie każdy musi się ze mną zgadzać odnośnie jakości produktów Brubeck-a. Może i jestem mało wymagającym klientem, może i nie miałem okazji ćwiczyć w odzieży np. UA, ale jak na moje potrzeby koszulki firmy ze Zduńskiej Woli są wystarczające. Nie zawiodłem się na jednej, kupiłem więc drugą, chociaż trochę tańsza była koszulka Rogelli (a spodenki rowerowe Rogelli mamy już od ładnych paru lat i jak na razie są niezniszczalne). Na korzyść Brubeck-a przemawiał fakt, że to produkt "made in Poland".
Wiem, że wyszedł z tego trochę pean na cześć Brubeck-a, ale ja nie mam nic wspólnego z tą firmą. Uważam po prostu, że warto napisać prawdę o czymś, co jest polskie i dobre. Gdyby odzież Brubeck-a była kiepska, napisałbym że jest kiepska i nie warto tego kupować. W przeciwnym razie uważam, że trzeba się tym chwalić i pokazywać. No, chyba że ktoś koniecznie musi mieć "łyżwę" na klacie... ale na to nie ma lekarstwa.
I to jest patriotyzm po mojemu. Prosty wybór mojego kraju dokonywany nie słowami, wiązankami i obchodami rocznic, lecz - w miarę możliwości - portfelem.


























